SkierCon 2025

W dniach 25–26 lipca 2025 roku po raz kolejny odbył się SkierCon – nie duży, ale pełen pasji konwent w Skierniewicach, który jak co roku przyciąga fanów fantastyki, sci-fi, popkultury i cosplayu z całej Polski.

Niestety, z przyczyn logistycznych dotarłem na miejsce dopiero późnym wieczorem w piątek – około godziny 23:00. To oznaczało, że wszystkie atrakcje pierwszego dnia konwentu zdążyły się już zakończyć. Pozostało tylko przywitać się z kilkoma znajomymi z M’Y i złapać chwilę snu przed intensywną sobotą.

Drugi dzień był już zupełnie inny – wszedłem w tryb pełnej immersji. Od rana pojawiłem się na terenie konwentu w pełnym stroju Mandalorianina, który wzbudzał zainteresowanie uczestników. Cosplay okazał się świetnym sposobem na rozmowy z fanami „Gwiezdnych wojen”, wymianę doświadczeń i… wspólne zdjęcia. Sporo osób pytało o elementy pancerza i techniki jego wykonania, co było bardzo miłe i motywujące.

Większość dnia spędziłem na naszej Mandaloriańskiej wiosce, w tym roku poza kantyną i strzelnicą wystawiliśmy też posterunek i krąg bitewny który cieszył się sporym zainteresowaniem.

Wieczorem wziąłem też udział w konkursie „1 z 10” z wiedzy o Mandalorianach. Atmosfera była świetna, a pytania – miejscami zaskakująco szczegółowe! Udało się powalczyć do końca i, zgarnąć pierwsze miejsca mimo zaciętej rywalizacji z innymi czlonkami M’Y, była to znakomita zabawa i okazja do sprawdzenia swojej wiedzy z uniwersum.

Jedną z bardziej emocjonujących atrakcji dnia były pojedynki między członkami M’Y oraz WARU – stanąłem do „walki” z Milo w klimatycznym, starciu Mandalorian. W ruch poszły miecze.

Punktem kulminacyjnym mojego udziału w konwencie była moja prelekcja zatytułowana „Gdy mnie zabraknie, ostatnim Jedi się staniesz – czy to prawda?”. Rozważaliśmy nie tylko słynne słowa Yody z „Powrotu Jedi”, ale i proces wykonywania rozkazu 66 i głębszy sens roli Jedi w galaktyce. Było trochę filozofii, trochę historii zakonu Jedi, a także sporo dyskusji z publicznością.

W niedzielę przyszedłem już bez stroju z planem zwiedzenia reszty konwentu. 

Odwiedziłem między innymi znajomych z łódzkiego fanklubu gwiezdnych wojen którzy wystawili Artemisa. Miałem okazję zagrać kilka razy jednak musiałem w końcu się oderwać by iść na prelekcję Colda o usuniętych projektach SW a potem Behota o języku Mando’a.

Ostatnim punktem programu na bloku SF była moja prelekcja o starożytnych rasach w SW. Publiczność jak zwykle dopisała i w przyjemnej atmosferze pogadaliśmy o różnych starożytnych rasach które wniosły coś do historii świata star wars.

Podsumowując – mimo że pierwszy dzień mnie ominął, sobota i niedziela w pełni zrekompensowały straty. SkierCon po raz kolejny udowodnił, że nie musi być ogromny, by był wartościowy. Świetni ludzie, klimatyczne miejsce i masa pasji – czego chcieć więcej?

OYA!!!

Kolejny raz na Skierconie jednym z naszych kluczowych konwentów. Tym razem z serią zmian względem zeszłego roku i nie powiem, że są to zmiany na dobre. Po pierwsze organizatorką Skierconu nie jest już Vinga, która robiła to prawie, że od zawsze, po drugie mimo zeszłorocznego sukcesu zlikwidowano Blok Star Wars i pozostawiono jedynie ogólny blok sc-fi, po trzecie do tak zwanych “lotnych patroli” wzięto bardzo dużo ludków, którzy mieli… hm “źle ukierunkowany zapał” i bardzo chętnie czepiali się w zasadzie wszystkiego czego mogli, ale do rozwiązywania prawdziwych problemów – jak np podpity i zaczepiający dziewczyny, wiking to już się niespecjalnie garnęli.

Sam Skiercon w tym roku był jakiś taki mniejszy – mniej ludzi, mniej cosplayów, mniej atrakcji plenerowych i podobne wrażenia, mieli prawie wszyscy uczestnicy konwentów. Co do Manda’Yaim to jak zawsze na Skierconie przybyliśmy z całą naszą wioską oraz pakietem atrakcji, także finalnie tworzyliśmy aż 15% punktów programowych całego Skierconu co jest mega potężnym wynikiem. Dodatkowo towarzyszyła nam niewielka ekipa z WAR-u, co urozmaiciło nasze stroje.

W sobotni wieczór, korzystając z dobrej pogody urządziliśmy sobie prywatne pojedynki na miecze i nie tylko, ale niestety ciągłe czepianie się “lotnego patrolu” skutecznie uniemożliwiało nam zabawę. Z przyjemniejszych rzeczy to na Skierconie Grand, został po mandaloriańsku adoptowany przez Juku i Vi.

Podsumowując – był to najgorszy Skiercon na jakim do tej pory byłem, mniej ludzi, mniej atrakcji, mniej w zasadzie wszystkiego, poza bardzo czepialskim “lotnym patrolem”, ale no jak zawsze wyjazd z naszą wioską i ekipą był cudowny.