Bazyliszek 2025

Relacja z konwentu Bazyliszek 2025 (Warszawa, 4–6 lipca)

Tegoroczna edycja konwentu Bazyliszek była dla mnie wyjątkowym doświadczeniem – nie tylko jako uczestnika, ale również jako osoby zaangażowanej w tworzenie klimatu wydarzenia od kulis.

Piątek, 4 lipca – przygotowania
Przyjechałem dzień wcześniej, by pomóc w rozstawianiu wioski konwentowej. Prace trwały prawie cały dzień, ale mimo zmęczenia panowała świetna atmosfera – wszyscy działali jak dobrze zgrana drużyna. Ustawianie namiotów, dekoracji, rozkładanie stoisk – wszystko po to, żeby w piątek uczestnicy mogli poczuć się w miarę mozliwości jak w innym świecie. Wioska wyszła nawet spoko mimo drobnych niedociągnięć. Po roztawieniu wioski byłem też na prelekcji Mandalora o Historii Mandalorian.

sobota, 5 lipca – pełna immersja
W piątek wskoczyłem w strój Mandalorianina – w letniej wersji, ale robiący wrażenie. Całe szczęście że wziąłem lżejszą wersję bo było strasznie gorąco. Jednak mimo pogody Spotkałem wielu fantastycznych ludzi, co prawda cosplayerów było mało ale cały konwent był niewielki., fanów Star Wars i nie tylko. Wieczorem odbyła się integracja nad Wisłą – świetna okazja, żeby w luźniejszej atmosferze porozmawiać z innymi członkami M’Y oraz WARu i innych cosplayerów z Warszawy.

Niedziela, 6 lipca – pożegnania i powrót
W niedzielę po południu powoli zbierałem się do domu. 

Bazyliszek okazał się małym kontentem gdzie nie bylo zbyt duzo atrakcji jednak nasza ekipa potrafi się dobrze bawić w swoim towarzystwie.

Pozytywne relacje ekipy, która była na zeszłorocznym Bazyliszku skłoniła mnie do wysłania Bazyliszkowi oferty i dość szybko zostaliśmy przyjęci z całą wioską – czy dobrze? Ciężko powiedzieć. Na pewno dużym plusem Bazyliszka jest to, że jest w Warszawie, gdzie mamy wielu Mando, więc lwia część przyjezdnych Mando miała ogarnięte noclegi i chyba na tym plusy Bazyliszka się kończą. Umieszczenie go w Ursynowskim Centrum Kultury “Alternatywy” jest na pewno logiczne, ale sam budynek stojący obok urzędu, z placem w żaden sposób nie osłoniętym od ulicy nie był moim zdaniem najlepszą miejscówką na konwent. Fuckupów ze strony organizatorów było sporo – ściemnianie z ochroną, że będzie, a finalnie jej nie było, brak informacji o tym kto będzie pilnował naszej wioski po zamknięciu – finalnie spakowaliśmy ją i zamknęliśmy w magazynie i wtedy pojawił się problem, który z wolontariuszy łaskawie wstanie na 9 i otworzy nam magazyn, mikroskopijna szatnia, mimo, że wiedzieli, że będzie nas prawie 30 osób, brak wiedzy wolontariuszy i punktu info w której sali będzie jaka prelekcja – co było totalnym kuriozum.

Tak więc sporo błędów, a na dokładkę nieziemski upał i banda buraków z foodtrucków gasząca pety tuż za naszym obozem. Ale tak jak po prawie każdym konwencie – ekipa i integracja z nią jak zawsze ratowała imprezę – zwłaszcza nasza nocna eskapada nad Wisłę, ale to temat na inną okazję.

Podsumowując – Bazyliszek to mały konwent, który może kiedyś urośnie, może kiedyś się wyrobi – ale na razie jest cienko i to bardzo.