SPOŁECZNOŚĆ
Menu
Dni Fantastyki 2025
W dniach 22–24 sierpnia 2025 roku po raz kolejny odbyły się Dni Fantastyki we Wrocławiu. Jest to całkiem spory i sympatyczny konwent w zamku i jego okolicznym parku. Co ciekawe by wejść do parku nie potrzeba biletu a to w nim są wszyscy wystawcy oraz strefa wiosek w tym nasza. W samym zamku odbywają się za to prelekcje.
Niestety, z przyczyn logistycznych dotarłem na miejsce dopiero późnym wieczorem w piątek – około godziny 20:30. Jak dojechałem nasza wioska już się zwijała ale zdążyłem na integrację. Właśnie integracje są najmocniejszą stroną tego konwentu ponieważ po 20 można na spokojnie posiedzieć przy ognisku i pogadać.
Jako że zbliżały się moje urodziny to dostałem od M’Y wspaniały prezent czyli lego i koszulkę z moim zdjęciem w zbroi i moim allikiem z tyłu.
Drugi dzień był już zupełnie inny – wszedłem w tryb pełnej immersji. Od rana pojawiłem się na terenie konwentu w pełnym stroju Mandalorianina, który wzbudzał zainteresowanie uczestników. Cosplay okazał się świetnym sposobem na rozmowy z fanami „Gwiezdnych wojen”, wymianę doświadczeń zwłaszcza fajnie było jak wziąłem znak z napisem „this is the way” Sporo osób pytało o elementy pancerza i techniki jego wykonania, co było bardzo miłe i motywujące.
Większość dnia spędziłem na naszej Mandaloriańskiej wiosce, w tym roku podobnie jak rok temu wystawiliśmy kantynę i krąg bitewny. Kantyna jak zawsze cieszyła się dużym zainteresowaniem krąg nieco mniejszym ale to przez logistyke konwentu.
Wieczorem ponownie mieliśmy integrację w dużym gronie, która skończyła się po północy więc rozpoczeły się moje urodziny więc zaśpiewano mi sto lat i mieliśmy ciasto.
W niedzielę od rana dostałem jeszcze kubełek KFC w ramach prezentu a potem zwiedzałem konwent.
Podsumowując – mimo że pierwszy dzień mnie ominął, sobota i niedziela w pełni zrekompensowały straty. Dni Fantastyki po raz kolejny udowodnił, że da się zrobić fajny i wartościowy konwent za który nie trzeba dużo płacić. Świetni ludzie, klimatyczne miejsce i masa pasji – czego chcieć więcej?
OYA!!!
Wrocławskie Dni Fantastyki miały w tym roku wrócić do swojej starej – zamkowej lokalizacji, według wszystkich weteranów DF-ów – dużo lepszej. Tak więc byłem bardzo ciekaw już na start. I tak, no nowa-stara lokalizacja okazała się faktycznie lepsza. Więcej miejsca, przez co więcej atrakcji, a i sam zamek robił klimat. Podobnie jak rok temu na konwent wybraliśmy się z Wiedźmińskim Kasztelem, jako sąsiadami i towarzyszami w podróży, przez co nasze wioski ponownie stanęły obok siebie. W tym roku DF-y postawiły na wiele stoisk oferujących płatne – ale w rozsądnej cenie – atrakcje takie jak rzuty toporem do celu, strzelanie z łuku, strzelnice ASG itp. Co prawda niektóre z nich były bardzo słabo zabezpieczone – rzucanie toporami, aż prosiło się o wypadek – to na szczęście do żadnego nie doszło. Jeśli chodzi o naszą wioskę to była to mocno okrojona wersja tego co mieliśmy na Skierconie czyli kantyna i krąg bitewny – więc ponownie ciężko mówić, żebyśmy się jakoś przepracowali – ale no nie ma tu na co narzekać. Zdecydowanie możemy za to ponarzekać na naszych sąsiadów czyli stalkerowców – większego bydła dawno nie widziałem na konwencie. Praktycznie cały konwent chlali, jarali, rzucali wszędzie niedopałkami, a śpiącym w namiocie osobom robili pobudkę muzyczną o 7 rano. Pochwalić za to trzeba ochronę, która nie czepiała się przesadnie i faktycznie reagowała wtedy kiedy reakcja była potrzebna. Zdecydowanie pochwalić trzeba też wystawców – może nie było ich za dużo, ale naprawdę mieli ciekawy asortyment – bez pojawiającej się coraz częściej chińszczyzny lub grafik AI. Integracja wieczorem zarówno w piątek jak i sobotę wyszła super, nawet mimo zmory tegorocznych DF-ów czyli pogody – dawno nie pamiętam tak zimnego lata!
Z ważnych rzeczy dla Manda’yaim to kolejni rekruci zaliczyli awanse – był to Vinis i Asha.
Ogólnie DF-y wypadły bardzo na plus, co jeszcze bardziej podkreśla to, że w tym 2025 roku naprawdę mogę to powiedzieć o niewielkiej liczbie konwentów.
