Bykon 2025

Bykon pozwolił mi wraz z Coperniconem 2023 i Falkonem 2024 stworzyć podium najgorszych konwentów na jakich byłem i to już przed samym otwarciem konwentu. Dlaczego tak? Ano dlatego, że chyba w życiu nie spotkałem się z taką niekompetencją i lenistwem na poziomie organizacji czegokolwiek. Po kolei.

Po pierwsze Manda’Yaim i Wielka Armia Republiki, z którą po serii nieporozumień odnowiliśmy kontakty mieliśmy mieć osobne stoiska w dużej sali – o nie podanym nam metrażu. Po wielu naciskach z mojej strony dostaliśmy metraż… który pozwalał nam na zrobienie naszych wiosek może w 40% i tylko pod warunkiem, że je połączymy. Tak więc… fajnie, że dowiedzieliśmy się o tym po masie nacisków i upominania się o to – fajnie jakbyśmy przyjechali z masą gratów i okazało się, że ni cholery nasze wioski w pełni się tam nie zmieszczą. Druga kwestia to zdjęcia sali o które również prosiliśmy tygodniami – potem okazało się, że organizator wiosek wysłał jakiegoś swojego miniona, bo jemu nie chciało się ruszyć tyłka i zobaczyć jak te sale wyglądają. Sam Bykon postanowił kontynuować znienawidzoną przeze mnie koncepcję swojego starszego brata czyli Coperniconu polegającą na rozrzuceniu konwentu po całym mieście. Efekt tego był taki, że trzeba było się sporo nabiegać na swoje prelekcje – które również potrafiły zmieniać godziny rozpoczęcia bez poinformowania nas wcześniej. Lepsze jaja były w momencie wejścia na konwent, gdzie też zanim dostaliśmy wejściówki to sobie zrobiliśmy rundkę po mieście, bo nikt nie potrafił nam powiedzieć kto ma nasze wejściówki. Po przyjściu do budynku gdzie mieliśmy mieć nasze wioski, ja i Rose z WAR-u udaliśmy się z koordynatorem do sali, która miała być przeznaczona na nasze wioski, w międzyczasie okazało się, że koordynator nigdy nie był w tej sali wcześniej. A jak ta sala wyglądała? Brud, syf, stos sprzętu treningowego, na nasze pytanie jak mamy przygotować salę pod wioski nie dostaliśmy odpowiedzi. Więcej – nawet nie mogliśmy za bardzo wynieść tego sprzętu treningowego z sali, jedynie mogliśmy przenieść go w jeden z kątów sali. Kuriozum sytuacji dopełniła babka, która weszła, kiedy szykowaliśmy salę z pytaniem co my tu robimy, bo ona o 17 prowadzi tu zajęcia z zumby. Dodatkowo nie pozwolono nam skorzystać z windy, więc ciężkie i duże elementy wioski musieliśmy wnosić krętymi i ciasnymi schodami. Ogólnie organizacyjny bajzel jakiego nie widziałem. A i jeszcze ze sleepami były jazdy bo obiecali ludziom pewne miejsca i osobną salę, a potem wjechał system – kto pierwszy ten lepszy. Do tego totalnie nie radząca sobie ochrona i wolontariusze, którzy de facto nie reagowali na kręcących się po okolicy podpitych i zaczepiających konwentowiczów Ukraińców.

Finalnie zrezygnowaliśmy ze stawiania pełnoprawnej wioski i postawiliśmy jedynie okno z Gwiazdy Śmierci, przywiezione przez Merr-Sonna, jego droidy i działka na trójnogach, a WAR postawił swoją mocno ograniczoną kantynę. Integracja między grupami wypadła znośnie, więc chociaż to na plus. Awanse na Mando’ade wyłapali Grand i Shakal. Poza prelekcjami gwiezdno wojennym prowadziłem również z Marikiem Vao i Ithilnar panel dyskusyjny poświęcony aktorskim serialom Star Wars i wyszło to super i z pewnością będzie to punkt programu jaki będziemy powtarzać na innych konwentach.

Podsumowując – sam Bykon tragiczny, tragicznie zorganizowany – chociaż program interesujący – ale to już zaleta twórców, a nie organizatorów, integracja wewnętrzna oraz ta z WAR-em całkiem udana. Raczej już tam nie wrócimy z wioską – zwłaszcza, że na samym wstępie nie przewidzieli zwrotów za przewóz rzeczy, które przywieźliśmy na własny koszt.