SPOŁECZNOŚĆ
Menu
Okiem Manda`yaim #30
Zapraszamy do zapoznania się z opinią naszych członków na temat kolejnej sylwetki Mandalorianina. W zeszłym miesiącu była to postać z gry, znany wszystkim Canderous. Tym razem jest to wyjątkowo rycerz Jedi- Bardan Jusik z powieści Karen Traviss.
Hashhana: Nigdy nie polubiłam Bardana Jusika; o ile na początku był mi obojętny, im dalej rozwijała się historia „Komandosów Republiki”, tym moja neutralność zmieniała się w niechęć. Zapewne z powodu jego ślepego oddania Skiracie, które nie było dla mnie zrozumiałe. Ogólnie mówiąc, może i sprawdzał się jako Mandalorianin, lecz jako postać nigdy nie wydał mi się interesujący czy warty zapamiętania.
Kuel: Bardan początkowo był dla mnie w książkach Karen postacią drugoplanową. Nie zwracał mojej szczególnej uwagi, a momentami wręcz denerwował. Widać jednak, że autorka włożyła dużo pracy w jego kreację. Jusik dojrzewa przez pierwsze części, pod czujnym okiem Kala wychodzi na prawdziwego Mandalorianina. I na koniec przygody czytelnik cieszy się, że tak się stało. Szkoda, że Legion 501 nie doczekał się kontynuacji, bo pojawienie się Gotaba w okresie Dziedzictwa świadczyło wyraźnie, że Bardan przeszedł jeszcze długą drogę. I choć kiedyś był on tylko zwykłym padawanem Jedi, chętnie poznałbym teraz resztę jego historii.
Yuri: Pierwsza rzecz jaka przychodzi do głowy zapewne wielu osobom na hasło „Bardan Jusik” to „Mando-Jedi!” – co z jednej strony jest zrozumiałe i logiczne, a z drugiej, dość niesprawiedliwe. Kimś kogo można by określić takim mianem był np. Dorjander Kace i jego towarzysze, ale Bardan… on był Jedi. A później był Mandalorianinem. Nie obydwoma naraz (na tyle oczywiście, na ile można przestać być A, którym się było przez całe dotychczasowe życie – siłą rzeczy pewne rzeczy nas kształtują i w jakiś sposób w nas pozostają, oczywiście).
Karen Traviss, podobnie jak zrobił to dużo później J.J. Miller z wspomnianym Kacem stworzyła Jusika równolegle ze swoją wizja kultury Mandalorian, jako swego rodzaju test – bo czy dla idei „liczy się to co reprezentujesz sobą teraz” i podobne hasła jakie Karen przypisała Mandalorianom może być lepszy test, niż ktoś wywodzący się od (uogólniając) znienawidzonych wszakże Jedi? (Dodatkowo wplątała w swą fabułę także motyw dezercji z WAR – i stosunku jaki mogą mieć klony-dezerterzy do będącego ich szefem w armii generała Jedi (który odszedł, nie zdezerterował co prawda, ale to szczegół techniczny.))
No i najważniejsze chyba – to w jego kontekście pada pewien cytat który świetnie oddaje też moje podejście do wielu spraw: „Wszystko albo nic – to był właśnie cały Jusik.”. Sam nie umiem się niczym zajmować, interesować, fascynować „na pół gwizdka”, jak coś mi wpada w oko to na całego. Więc choćby z tego prostego, jednolinijkowego powodu myślę o Jusiku w sumie dość ciepło, bo znajduję w nim odbicie jednej ze swych własnych cech.