SPOŁECZNOŚĆ
Menu
MaGnus Skirata
Historia
Noc była zaskakująco ciepła jak na fakt że za dnia intensywnie padało. Theed, stolica Naboo skąpana była w mroku, oświetlona jedynie blaskiem latarni i odbitym światłem księżyca. Miasto było nie mniej piękne w nocy niż za dnia ale miało być też świadkiem okrutnych czynów.
Mieszkańca Theed można było bardzo łatwo poznać. Z reguły nosili schludne dosyć ozdobne stroje nawet jeśli nie pracowali na najwyższych szczeblach władzy. Na tle typowego mieszkańca miasta bardzo wyróżniała by się dwójka podejrzanych osobników skradających się między ulicami.
Odziani byli w pancerze ale nie przypominające w żaden sposób mundurów szturmowców. Jeden z nich wyróżniał się kolorem niebieskim, drugi natomiast był szary. Obydwaj mieli charakterystyczne hełmy z wizjerem w kształcie litery T.
– Pamiętasz plan?
– Powtarzaliśmy go wiele razy.
– Wolę mieć pewność że tak jak go powtarzaliśmy tak się wydarzy.
– Już prawie jesteśmy na miejscu.
Postronny obserwator nawet nie zauważył by ich wymiany zdań. Wszystko odbyło się w środku uszczelnionego hełmu. Szary wojownik rozejrzał się dookoła siebie. Theed niegdyś takie piękne teraz wydawało się odrażające. Może dzisiaj uda się zmazać tę odrazę – pomyślał.
Dotarli przed wielki gmach urzędu do spraw pomocy cudzoziemcom. Budynek nie zmienił się ani trochę przez te wszystkie lata. Był zbudowany z piaskowej cegły z dachem w kolorze szmaragdów. Był niczym więcej niż ozdobnym opakowaniem kryjącym w środku paskudną rzecz. Zadaniem dwójki wojowników było takową rzecz unicestwić.
Wystrzelili w stronę dachu linki przymocowane do ich pasów. Po sprawdzeniu czy sprzęt wytrzyma ich ciężar zaczęli powoli się wspinać. Zajęli pozycję po dwóch stronach rzędu wysokich okien. Pokonanie tej odległości zajęło im jakieś piętnaście minut.
– Jesteśmy, otwieraj.
Po tych słowach Niebieski wojownik wyjął z pasa małe urządzenie służące do cięcia szkła. Przymocował je do okna i patrzył jak zdalniak wycina owalny otwór przez który obaj niedługo wejdą do środka.
– Nie spodziewałem się, jak ładnie może być na tej wysokości. – Powiedział
– to miasto projektowali szaleńcy którzy z każdej strony chcieli zrobić je pokazowym. Trzeba przyznać że im się udało.
Zdalniak w tym momencie zakończył proces tworzenia drzwi. Złapał szybę i pociągnął ją w stronę ulicy. Zanim ta spadła niebieski złapał ją wraz z urządzeniem. Szary wcisnął się do środka i zabrał rzeczy od kolegi.
– Wszystko idzie zgodnie z planem – Powiedział. – Od teraz mamy jakieś 10 minut
– Ruszaj, ja zostaję tutaj zabezpieczyć wyjście, komunikacja tylko w hełmach. – Szary odwrócił się i poszedł w stronę pokoju gubernatora – A, i pamiętaj Magnus, nie zrób nic głupiego.
– Nie mogę obiecać – odparł Szary
Zmierzał korytarzami wprost do swojej ofiary. Przez jego głowę przechodziły wspomnienia jak za dzieciaka wbiegał tutaj do swoich rodziców. Teraz wszędzie walały się zdjęcia imperialnych oficerów, flagi i zdjęcia gubernatora. Urząd niegdyś służył do pomocy obcym rasom i nowo przybyłym na planetę. Miał być ostoją dla zagubionych. Aktualnie stał się dowodem zabetonowania planety.
Magnus stanął przed ogromnymi drewnianymi drzwiami. Po drugiej stronie przebywała jego ofiara. Wyjął zza pasa ostrze i szybkim ruchem zniszczył zamek blokujący wejście. Po cichu znalazł się po drugiej stronie.
Gabinet wyglądał prawie tak jak go zapamiętał. Na środku stało wielkie biurko, gdzie jego mama przyjmowała gości i przyjezdnych, obok z prawej strony znajdował się terminal do aktualizacji danych gdzie z reguły pracował jego ojciec. Obydwoje cenili sobie obcych i uważali że tylko przyjazne stosunki przyniosą galaktyce pokój. Niestety potem nastało imperium.
Po lewej strone od biurka znajdowały się dodatkowe drzwi a tam prywatny pokój gubernatora. Wygodne do pracy ale jednocześnie bez dodatkowej opcji ucieczki. Wojownik miał już się przywitać z jego ofiarą ale jedna rzecz z biurka zwróciła jego uwagę. Był to fioletowy cyklamen, kwiat który bardzo ukochała jego matka. Niesamowite, że mimo warunków jakie panują na planecie, ten się jeszcze ostał. Magnus wziął doniczkę i wpakował do torby. W jego głowie zaczął rodzić się pomysł.
Niewiele zostało czasu na porachunki więc pora zacząć – pomyślał
Kopnął z całej siły drzwi prowadzące do prywatnego pokoju gubernatora. Hałas rozszedł się po całym gmachu. Człowiek odpowiedzialny za ból, który towarzyszył Magnusowi całe życie poderwał się z łóżka i zapalił światło. Zobaczył wojownika odzianego w szary pancerz z wizjerem w kształcie litery T. Na jego twarzy widać było strach.
– Straże! – Krzyknął.
dwa droidy ochroniarze wypadli ze ściany za gubernatorem i skoczyli w stronę wojownika. Chwilę później oba automaty leżały postrzelone na ziemi.
– Gubernator Aeolia Rieekan – po tych słowach nastała cisza. Napięcie i strach tylko rosły.
– Cz.. czego chcesz?
– Przychodzę aby wyrównać rachunki. Twoja poprzedniczka, Atra oraz jej mąż Quel. Za ich zamordowanie – nastąpiła chwila ciszy – skazuję cię na śmierć.
– Czekaj! To nie tak, mylisz się ja tylko .. – nie zdążył dokończyć. Jego głowa eksplodowała po całym pokoju.
– Zawsze skamlałeś jak pies.
– Magnus, długo jeszcze? Na horyzoncie widać światła zbliżającej się ochrony.
– Biegnę.
– Rozumiem że misja zakończyła się sukcesem?
– Rodzice mogą spoczywać w pokoju.
– Świetnie, witam w takim razie wśród mandalorian.
– Dziękuję Fenn, ten sukces jeszcze uczcimy jak uda nam się stąd wydostać. Swoją drogą malowałeś kiedyś martwą naturę? Będę miał dla ciebie zlecenie.