Dan

Imię                                                          Dan Vane

Ksywka                                                    Dan

Ranga                                                      Mando`Evaree

Pochodzenie                                           Obredaan

Historia

Daan urodził się na Obredaanie, górniczym świecie Zewnętrznych Rubieży, którego znaczenie dla galaktyki wynikało przede wszystkim z jednego surowca — cortosis. Jego rodzina nie należała jednak do górników. Od pokoleń byli inżynierami. Projektowali i utrzymywali maszyny pracujące głęboko pod powierzchnią planety, systemy energetyczne kopalń oraz urządzenia wykorzystywane przy wydobyciu i wstępnej obróbce tego niezwykłego materiału. Ojciec Daana specjalizował się w ciężkich maszynach wydobywczych, matka w systemach energetycznych i automatyce.
Ich syn od najmłodszych lat dorastał więc pośród narzędzi, przewodów, części droidów i rozebranych mechanizmów.
Imię Daan nie było przypadkowe. Było starym rodzinnym nawiązaniem do Obredaanu — świata, którego jego rodzina była rdzennymi mieszkańcami. Daan nauczył się trzymać hydroklucz wcześniej niż blaster. Potrafił rozebrać prostego droida serwisowego, zanim nauczył się dobrze pilotować śmigacz. Jako nastolatek pomagał już przy naprawach maszyn wydobywczych, a jego ojciec szybko zauważył, że chłopak posiada niezwykłe wyczucie mechaniki. Nie wystarczało mu wiedzieć, jak coś działa. Daan zawsze chciał wiedzieć, dlaczego.

Kiedy wybuchły Wojny Klonów, Obredaan przestał być tylko odległym światem górniczym. Cortosis stał się surowcem strategicznym. Wojna dotarła na planetę nie w postaci wielkich przemówień senatorów ani opowieści o Jedi. Najpierw pojawiły się większe zamówienia. Potem transporty wojskowe. Następnie kontrole, ograniczenia i żołnierze. W końcu pojawiły się okręty wojenne. Dla Republiki złoża Obredaanu były zbyt cenne, by pozwolić przejąć je Separatystom. Dla Separatystów były zbyt cenne, by pozostawić je Republice. Ludzie mieszkający pomiędzy nimi nie mieli w tej sprawie nic do powiedzenia. Daan był już wtedy młodym mężczyzną i pracował razem z rodzicami. Nie był żołnierzem. Nie interesowała go wojna. Jego świat składał się z rodziny, maszyn i przekonania, że pewnego dnia przejmie po rodzicach warsztat.
Wszystko skończyło się w ciągu jednej nocy. Podczas walk o jeden z kompleksów wydobywczych doszło do bombardowania instalacji przemysłowych. Nigdy nie ustalono, kto oddał pierwszy strzał. Według raportu Republiki za zniszczenie odpowiadały siły Separatystów. Według późniejszych informacji Konfederacji kompleks został trafiony przez republikańskie jednostki próbujące uniemożliwić przejęcie zapasów cortosis.
Dla Daana nie miało to znaczenia. Kiedy dotarł do ruin, jego rodzina już nie żyła. Nie było winnego. Nie było kogo ścigać. Nie było zemsty, która mogłaby cokolwiek zmienić.
W dokumentach wojskowych śmierć jego rodziny została zapisana jako kolejna pozycja na liście strat cywilnych. Dla galaktyki byli liczbą.

Daan opuścił Obredaan niedługo po śmierci rodziny. Nie miał dokąd wracać i nie widział powodu, żeby zostać. Zabrał niewiele. Narzędzia ojca, przyrządy należące do matki oraz stary nośnik zawierający rodzinne dane, zawierające unikalną wiedzę o cortosis. Zabrał ze sobą również nieobrobiony fragment cortosis pochodzący z jednej z kopalń, przy których pracowali jego rodzice. Wsiadł na pierwszy frachtowiec, którego kapitan zgodził się zabrać młodego inżyniera w zamian za pracę przy napędzie. Kilka tygodni później znalazł się na Nar Shaddaa.

Nar Shaddaa – Księżyc przemytników był niemal całkowitym przeciwieństwem Obredaanu. Nie było tu otwartych przestrzeni ani górniczych osad. Były światła, spaliny, tysiące poziomów zabudowy, lądowiska zawieszone pomiędzy wieżowcami i nieustający huk silników. Daan początkowo robił to, co potrafił najlepiej, naprawiał maszyny. Szybko jednak odkrył coś znacznie ciekawszego, ścigacze. Nie interesowało go przywracanie ich do stanu fabrycznego. Interesowało go sprawdzanie, jak daleko można przesunąć granicę tego, do czego zostały zaprojektowane. Założył własny warsztat o nazwie DaanTunz. Przebudowywał układy zasilania, zwiększał wydajność repulsorów, modyfikował chłodzenie. Zmieniał charakterystyki sterowania i usuwał fabryczne ograniczenia silników. Potrafił godzinami pracować nad maszyną tylko po to, żeby uzyskać kilka procent mocy więcej.
Z czasem zaczął budować własne podzespoły. Ścigacze, które trafiały do jego warsztatu, opuszczały go lżejsze i szybsze, nie zawsze bezpieczniejsze. Daan miał jednak jedną zasadę. Nigdy nie modyfikował maszyny, której sam nie odważyłby się poprowadzić. Dlatego testował swoje konstrukcje osobiście. Wkrótce okazało się, że jest nie tylko dobrym inżynierem. Był również bardzo dobrym pilotem.

Wieść o młodym człowieku z Obredaanu zaczęła krążyć w niewielkim świecie nielegalnych wyścigów Nar Shaddaa. Daan nie był znany szerzej, nie zależało mu na tym.
Znali go ci, którzy powinni. Piloci, mechanicy, bukmacherzy oraz przemytnicy.
Ludzie gotowi zapłacić dużo kredytów za maszynę, która na ostatniej prostej będzie odrobinę szybsza od ścigacza przeciwnika. Daan nauczył się wtedy jeszcze jednej rzeczy.
Maszyna zbudowana zgodnie z instrukcją jest przewidywalna. Maszyna przebudowana pod konkretnego człowieka może stać się przedłużeniem jego ciała. Wiele lat później zastosuje dokładnie tę samą filozofię przy mandaloriańskiej zbroi.
Ale wtedy jeszcze o tym nie wiedział. Dla niego liczyły się silniki, prędkość i kolejne usprawnienie, którego nikt wcześniej nie próbował. I właśnie do tego niewielkiego warsztatu na jednym z niższych poziomów Nar Shaddaa pewnego dnia trafił Varek Vane.
Nie przyprowadził ścigacza, przyleciał statkiem, który ledwo nadawał się do lotu.
Daan obszedł maszynę dookoła, spojrzał na uszkodzony napęd i popękane poszycie. Potem spojrzał na stojącego obok Mandalorianina.
Varek zapytał:
– Naprawisz go?
Daan jeszcze raz spojrzał na statek.
– Nie.
Varek milczał przez chwilę.
– Nie?
Daan wskazał na uszkodzony napęd.
– Sprawie, że będzie lepszy niżeli po opuszczeniu fabryki na Corelii.

Statek Vareka ledwo dotarł do portu. Napęd był uszkodzony, jeden ze stabilizatorów praktycznie nie istniał, a część instalacji pokładowej wyglądała tak, jakby ktoś próbował naprawić ją podczas lotu. Pilot nie prezentował się znacznie lepiej. Mandaloriańska zbroja była porysowana i nosiła ślady dziesiątek stoczonych bitw.
– Varek położył na stole stosik kredytów.
– Za mało. Daan spojrzał na pieniądze, potem na statek i zabrał się do pracy.
Naprawa trwała dwa dni.
Varek obserwował go przez większość czasu. Kiedy statek był gotowy, Mandalorianin powiedział tylko:
– Jestem ci winien resztę kredytów.
Daan wzruszył ramionami. Nie spodziewał się, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczy.
Mylił się. Kilka dni później do warsztatu przyszli ludzie szukający Vareka, nie znaleźli Mandalorianina. Znaleźli mechanika, który naprawił jego statek. Daan po raz pierwszy w życiu zrozumiał, jak niewiele znaczy umiejętność naprawiania blastera, kiedy ktoś właśnie mierzy z niego do ciebie. Strzały padły z wejścia do warsztatu, to był Varek. Unieszkodliwił wszystkich napastników w kilka sekund. Wrócił do Daana nie dlatego, że miał tutaj interes, nie dlatego, że ktoś mu zapłacił. Wrócił dlatego, że powiedział wcześniej:
– „Jestem ci winien resztę kredytów.”
Dla Daana, który widział Republikę i Separatystów przerzucających odpowiedzialność za śmierć jego rodziny, było to coś niemal niezrozumiałego. Varek Vane dotrzymał słowa.

Początkowo Daan był tylko jego mechanikiem. Naprawiał statek i wyposażenie, modyfikował systemy broni. Z czasem zaczął podróżować razem z Varekiem. Potem pojawił się pierwszy blaster. Varek nauczył go strzelać, później walczyć. Pilotować już umiał, uczył się jak przetrwać. Daan robił coś, czego Varek nie potrafił, ulepszał wszystko. Po kilku miesiącach statek Mandalorianina działał lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. System celowniczy jego hełmu otrzymał nowe podzespoły. Zużyte elementy uzbrojenia zostały przebudowane. Z czasem przestali być Mandalorianinem i jego mechanikiem. Stali się zgranym zespołem.

To Varek nauczył go, że Mandalorianinem nie czyni człowieka planeta, ani krew ani nawet zbroja. Opowiadał mu o Mandalore, o klanach, o wojownikach czy o błędach własnego ludu. Również o tym, że Mandalorianie przez stulecia spierali się nawet między sobą o to, co właściwie oznacza bycie jednym z nich.
Varek miał własną odpowiedź. Człowieka określają czyny, lojalność i dane słowo.
Daan początkowo słuchał tych opowieści jak historii należących do kogoś innego.
Z czasem zaczął rozumieć, że Varek nie opowiada mu ich bez powodu. Mijały lata.
Wojny Klonów zmierzały ku końcowi. Daan nie zauważył nawet momentu, w którym przestał być mechanikiem, podróżującym z łowcą nagród. Sam stał się Mandalorianiem, tylko, że bez zbroi.

Ostatni kontrakt Vareka Vane’a, misja nie miała być wyjątkowa. Wiele najgorszych misji zaczynało się właśnie w ten sposób. Varek został ciężko ranny, Daan wyciągnął go z pola walki i zabrał na statek. Przez następne godziny próbował utrzymać go przy życiu. Pracował tak, jak pracował kiedyś przy uszkodzonych maszynach. Szybko i metodycznie,
bez paniki. Próbował wszystkiego, ale człowiek to nie maszyna, nie każdą uszkodzoną część można naprawić. Varek wiedział o tym wcześniej niż Daan, kazał mu przestać. Po raz pierwszy od wielu lat Daan nie wiedział, co zrobić z rękami. Wtedy Varek resztkami sił zdjął swój hełm. Mandalorianin spojrzał na swoją starą, poobijaną zbroję, potem na niego. Nie powiedział mu, żeby został Mandalorianinem, powiedział mu, że już nim jest.
Zbroja miała być jedynie potwierdzeniem tego, co wydarzyło się znacznie wcześniej.
Varek w ostatnich tchnieniach przekazał mu swój pancerz i… swoje nazwisko. Daan próbował odmówić, Varek nie pozwolił, to była jego ostatnia decyzja.

Przez długi czas Daan nie potrafił założyć ani jednego elementu zbroi. Leżała rozłożona na stole warsztatowym statku. Hełm, napierśnik, naramienniki, karwasze. Każda rysa miała swoją historię. Niemal każde uszkodzenie pamiętał, większość z nich sam kiedyś naprawiał. W końcu usiadł przy stole i wyciągnął narzędzia ojca. Obok nich położył przyrządy należące kiedyś do matki. Na końcu wyjął niewielki kawałek cortosis zabrany wiele lat wcześniej z Obredaanu. Po raz pierwszy zaczął pracować nad zbroją nie dla Vareka lecz z myślą o sobie. Nie chciał jednak zostać Varekiem Vane’em. Nie chciał również pozostać Daanem, chłopakiem z Obredaanu, który całe życie próbował wrócić do świata istniejącego przed wojną.
Zachował więc część swojego imienia. Tak samo jak zachował część siebie. Daan stał się Danem, nazwisko zaś otrzymał od człowieka, który stał się jego drugą rodziną.

Kiedy po raz pierwszy założył przebudowaną zbroję, nie był już synem inżynierów uciekającym przed własną przeszłością. Nie był również uczniem Vareka. Nazywał się Dan Vane i był Mandalorianinem. Nie zamierzał stworzyć nowej zbroi, nie chciał również po prostu założyć zbroi Vareka. Musiał zrobić coś pomiędzy. Rozebrał pancerz niemal do ostatniego elementu, zachował wszystkie najważniejsze płyty oraz hełm. Nie przetopił beskaru Vareka. Każda rysa i każde wgniecenie były częścią historii człowieka, który go nosił. Zmienił natomiast to, czego nie było widać. Elektronikę, system zasilania, czujniki, układy sterowania uzbrojeniem, a przede wszystkim karwasze. Dan znał cortosis lepiej niż większość inżynierów w galaktyce. Wiedział też, że próba zastąpienia nim beskaru nie miałaby sensu. Oba materiały posiadały inne właściwości. Zaczął więc eksperymentować. Opracował niewielkie segmenty zawierające odpowiednio przygotowany cortosis i umieścił je w wybranych miejscach pancerza, tworząc dodatkową warstwę pod elementami beskaru. Najwięcej pracy poświęcił lewemu karwaszowi. W jego zewnętrzną część wpasował elementy cortosis. Nie miały zastąpić beskaru, miały zrobić coś zupełnie innego. Dan wiedział, czym jest miecz świetlny, dorastał podczas wojny, w której Jedi byli generałami. Nie zamierzał na nich polować, ale Varek nauczył go jeszcze jednej rzeczy: Jeśli wiesz, że coś istnieje, przygotuj się na dzień, w którym będziesz musiał się z tym zmierzyć. Gdyby ostrze miecza świetlnego zetknęło się z odpowiednio przygotowanym elementem cortosis, mogło zostać chwilowo zakłócone. Dla większości ludzi byłaby to ciekawostka, dla łowcy nagród ułamek sekundy mógł oznaczać życie. Dan nie zamierzał być lepszym szermierzem od Jedi. Zamierzał być lepszym inżynierem.