SPOŁECZNOŚĆ
Menu
Baree Vaar'Tur
Historia
Barre jest jedynym synem Zebyna i Jolene. Cała trójka zamieszkiwała w Keldabe,
dawnej stolicy Mandalory w okresie Wojen Klonów, kiedy planeta była niezależna. Od małego
wychowany był w duchu starych zwyczajów. Wychowaniem syna jednak bardziej zajmowała
się matka, członkini klanu Eldar. Ojciec całkowicie poświęcał się swojej pracy. Barre miał z nim
znikomy kontakt. Zebyn był naukowcem zatrudnionym w sektorze technologicznym. Czas
spędzał zajmując się badaniem beskaru. Jak na typowego uczonego, przynależność do klanu
była dla niego drugorzędną sprawą, dlatego też w ogóle o tym nie mówił.
Pod opieką matki Barre poznał wartości takie jak honor, pasja i sztuka wojenna.
Pomimo słabego kontaktu z ojcem był w stanie wytworzyć sile więzi rodzinne dzięki matce i jej
bratu Jassovi, który często ich odwiedzał. Z dzieciństwa Barre zapamiętał wspólne wycieczki na
śmigaczu repulsorowym wuja. To właśnie Jasse zauważył, że jego siostrzeniec ma smykałkę do
walki bronią białą. Zaczął uczyć go podstaw walki wibronożem, co spotkało się z dużą niechęcią
Jolene. Ustąpiła ona jednak pod naciskiem brata. Dlaczego kochająca bronie matka unikała
wszelakich ostrzy mały Barre miał się dowiedzieć później.
Kiedy Barre miał już osiem lat, rozpoczęły się ataki terrorystyczne Straży Śmierci.
Mandalora została oskarżona przez Republikę o wspieranie Sojuszu Separatystów. W związku
z tymi wydarzeniami Jolene wraz z Jassem została wezwana na spotkanie klanowe klanu Eldar
do Sundari. Przez ten okres Barre przebywał ze swoim ojcem, Zebynem. Nie mieli jednak oni
niemal żadnych wspólnych tematów do rozmów. Barre zaś nudził się ciągle wysłuchując
peanów na cześć Księżnej Satine oraz nienawistnych komentarzy pod adresem Straży Śmierci.
Chłopak pragnął poznać lepiej ojca, dowiedzieć się czegoś o jego stronie rodziny i jego klanie.
Zebyn początkowo każde takie pytanie odpowiadał zdawkowo, potem wcale, aż wreszcie
mocno nakrzyczał na syna i zabronił mu kiedykolwiek pytać o związane z tym rzeczy. To
doświadczenie ostatecznie złamało kruchą już wcześniej więź ojca z synem. Co więcej, Barre
zaczął od tej pory postępować na przekór ojcu. Przy każdej okazji mówił, iż nie lubi Księżnej
Satine. Pochwalał waleczność Straży Śmierci. Z tych dziecinnych fochów wyrośnie szybko
fascynacja tą grupą Mandalorian.
Po powrocie matki z Sundari życie toczy się powoli dalej i wygląda na to, że wszystko
wraca do normy. Barre zaniedbuje jednak ćwiczenia z wibronożem, ze względu na to, iż Jasse
musiał pozostać w stolicy. Ojciec też coraz rzadziej zagląda do domu ze względu na problemy z
badaniami spowodowane atakami. Stałymi bywalcami stają się jednak rozmaici krewni ze
strony matki. Ci zaś pozwalają sobie na niewybredne komentarze pod adresem zarówno
Zebyna, jak i samego Barre. Chłopak słysząc to mocno się wścieka i wyrusza do miejsca pracy
ojca, by dowiedzieć się dlaczego tak się dzieje. Zamierza wymusić na ojcu, by powiedział mu
wszystko.
Spotkanie z ojcem w laboratorium jest pierwszym z punktów zwrotnych w życiu Barre.
Pokonując ciche korytarze kompleksu chłopak nie jest świadomy, co go za chwilę czeka.
Dochodząc do uchylonych drzwi podsłuchuje bowiem rozmowę dwóch osób. Swojego ojca
Zebyna oraz odzianego w mandaloriańską zbroję starszego mężczyzny. Mężczyzna nie ma na
głowie hełmu. W pełnym rynsztunku są za to dwaj inni Mandalorianie w pomieszczeniu.
Mężczyzna namawia Zebyna do szybkiego opuszczenia miejsca pracy argumentując, że
wszystko zaraz wyleci w powietrze. Barre, próbując dostrzec allik na ramieniu potyka się i
wpada do pomieszczania powodując zamieszanie. Zebyn w odruchu miłości do syna, czy też
szaleństwa wycelowuje w chłopca lufę niewielkiego blastera ze słowami „nie oddam ci syna!”.
Nie jest jednak w stanie nacisnąć spustu. W oddali słychać już pierwsze wybuchy. Starszy
mężczyzna policzkuje sparaliżowanego Zebyna. Następnie wkłada hełm na głowę, bierze
protestującego chłopaka pod ramię i ucieka z budynku, który chwilę później wylatuje w
powietrze.
Wśród Straży Śmierci:
Barre potem nie będzie pamiętał prawie nic z lotu, w jaki zabrali go Mandalorianie.
Zmęczony i przestraszony zasnął gdzieś w kącie i obudził się dopiero nazajutrz. Okazało się, że
z Mandalory przewieziono go na księżyc Concordia. Tutaj miał się dowiedzieć więcej odnośnie
swojego pochodzenia.
Starszym Mandalorianinem, który wziął go ze sobą okazał się być jego dziadek Okastas
Vaar’tur. Oczywiście początkowo Barre nie wierzył w jego zapewnienia, jednak hologramy,
które pokazał mu Okastas ostatecznie go przekonały. Kilka dni w towarzystwie dziadka
spowodowało, że chłopak wyraził chęć pozostania z nim na dłużej. Mimo, iż Okastas
proponował, że odstawi go do matki, Barre nie chciał.
Chłopak dowiedział się sporo o historii klanu, samego Okastasa oraz swojego ojca.
Wznowił też ćwiczenia z wibronożem, a następnie zaczął treningi z wibromieczem. Okazało się,
że ma do tego spory talent. Wszak członkowie klanu Vaar’tur mocno ćwiczyli się w walce bronią
białą (stąd brała się niechęć Jolene do tego typu treningów). Z samego klanu, po śmierci
Zebyna, pozostało ich przy życiu zaledwie trzech: Okastas, jego córka Bra’hi oraz sam Barre.
Okastas wyjaśnił wnukowi, że przed laty pokłócił się z synem, który nie chciał
kultywować mandaloriańskich zwyczajów i podążył ścieżką pacyfizmu i nauki. Syn wyrzekł się
rodziny i wyjechał. Okastas i Bra’hi zawsze jednak wiedzieli, co się z nim dzieje. Po pewnym
czasie próbowali się z nim nawet kontaktować, lecz on kontaktu z nimi nie chciał. Zjawili się
nawet nieproszeni na zaręczynach Zebyna z Jolene, lecz zostali przepędzeni przez klan Eldar.
Od tego czasu zaniechali prób kontaktu, a zatwardziałość Zebyna zakończyła się jego śmiercią
w laboratorium. Dwoje wojowników z klanu Vaar’tur opowiadało się teraz za powrotem do
starych obyczajów i zakończeniem polityki pacyfizmu. Działali ze Strażą Śmierci, choć nie do
końca podobały im się wszystkie metody. Uznawali przywództwo Pre Vizsli, który posiadał
Mroczny Miecz.
Barre pozostawał pod okiem dziadka i ciotki, lecz, choć początkowo chciał, nie dołączył
ostatecznie do Straży Śmierci. Po nieudanej próbie przejęcia władzy na Mandalorze przez Vizle,
klan Vaar’tur przeniósł się razem ze wszystkimi na Carlac, a potem na Zanbar. Dziadek przez
cały ten czas ostro trenował wnuka. W dniu swoich dziesiątych urodzin Barre otrzymał od niego
swoją pierwszą zbroję z beskaru oraz wibromiecz. Nigdy nie dowiedział się, że ta zbroja została
wykuta niegdyś dla jego ojca. Od tego momentu chłopak stał się pełnoprawnym członkiem
klanu. Rozpoczął też szkolenie snajperskie pod okiem ciotki, która była strzelcem wyborowym.
Kiedy Okastas dowiedział się, że Vizsla połączył siły z Maulem, nie był szczęśliwy.
Zdecydował, że czas ich współpracy ze Strażą Śmierci dobiegł końca. Nie chciał współpracować
z kryminalistami pokroju Czarnego Słońca, Huttów, czy Pyków. Niestety podczas ucieczki
z Zanbaru Okastas został poważnie ranny i zmarł, zanim zdążyli wyjść z nadprzestrzeni. Po
lądowaniu na najbliższej planecie Okastas, zgodnie ze zwyczajem, został skremowany, a jego
zbroję odziedziczył Barre.
Oboje z ciotką przez dłuższy czas się ukrywali, by Straż Śmierci ich nie odnalazła.
Następnie zdecydowali się udać na Mandalorę, by poinformować Jolene, że jej syn żyje. Na
miejscu okazało się, że ich dom w Keldabe zajęli krewni matki z klanu Eldar. Tam Barre
dowiedział się, że jego matka zginęła w trakcie walki podczas przewrotu, w którym władzę
i życie postradała Ksieżna Satine. Teraz na czele planety stał Almec.
Życie Tułacza:
Przez szesnaście lat Barre i Bra’hi pędzili życie wędrowców, odwiedzając sporą część
Zewnętrznych Rubieży. Przez cały ten czas Barre poddawał się ciężkiemu treningowi.
Mandalorianie najmowali się jako łowcy nagród czy ochroniarze. Unikali terenów zajętych
przez Imperium Galaktyczne, a także duże skupiska rebeliantów. Założyli z góry, że nie będą się
włączać w walkę po żadnej ze stron. Od żadnej strony nie brali również zleceń.
Stałym uczestnikiem ich przygód był zmodyfikowany lekki frachtowiec HWK-1000 o
nazwie „Świt”. Był on pamiątką po jednym z pierwszych zleceń, jakie przyjęła Bra’hi na
początku ich tułaczki. Został im on wręczony w zamian za sowitą zapłatę obiecaną za
dostarczenie do zleceniodawcy cennego artefaktu. Oczywiście statek był w opłakanym stanie i
Bra’hi nie chciała go przyjąć, jednak nalegania Barre sprawiły, że się zgodziła. Po kosztownym
remoncie statek został doprowadzony do ładu.
Drugim towarzyszem, tym razem znajdującym się na pokładzie statku, był droid
astromechaniczny R3-D0 nazywany pieszczotliwie „Redo”. Astromech miał kolor szary, a na
jego boku dwunastoletni Barre nabazgrał allik klanu Vaar’tur. „Redo” ma jednak jedną wadę,
dosyć często się zawiesza, co powoduje, że Mandalorianie co i rusz mają przez niego kłopoty.
Jest jednak niezastąpiony i oboje bardzo się z nim związali.
W wieku 25 lat Barre przywdział wreszcie mandaloriańską zbroję swego dziadka.
Przemalował ją również według swojego pomysłu używając błękitu oraz szarości. OD tego
momentu to on przejął na siebie większość pracy w tandemie z ciotką, która przekroczyła już
pięćdziesiątkę i nieco osłabła. Bra’hi ograniczała się do wsparcia z powietrza lub grała rolę
strzelca wyborowego, kiedy potrzeba było ubezpieczenia dla bratanka.
Pod koniec 16-letniego okresu tułaczki załoga „Świtu” trafiła na Yalbec Prime w sektorze
Demetras. Dawno nie byli tak blisko swojego ojczystego świata. Podczas wypełniania misji
dowiedzieli się, że całkiem niedawno na Mandalorze znów doszło do wojny. W jej wyniku
władzę zdobyła Bo-Katan Kryze.
Bra’hi zdecydowała, że pora się już ustatkować i wrócić do domu. Miała już dość tułaczki
po Zewnętrznych Rubieżach. Dokuczały jej też rany, które odniosła w jej trakcie. Barre
postanowił jednak kontynuować życie najemnika, gdyż bardzo mu ono odpowiadało. Obiecał
jednak ciotce, że po upływie każdego standardowego roku będzie ją odwiedzał. Nie udało mu
się to jednak ani razu.
Po pierwszym standardowym roku, zapędził się za daleko od Mandalory pracując jako
ochroniarz dla Pantoriańskiej elity. W niespokojnych czasach powolnego upadku Imperium
Galaktycznego o pracę było nietrudno. Coraz częściej też Imperialni Szturmowcy stawali na
drodze młodego Mandalorianina.
Kiedy skierował się w stronę Mandalory po niemal dwuletniej przerwie, odnalazł tylko
zgliszcza. Na Kalevali dowiedział się, co zaszło w jego ojczystym świecie. Ciotki nie udało mu się
odnaleźć, a ocaleńców było niewiele. Utraciwszy wszystkich krewnych stał się ostatnim
przedstawicielem klanu Vaar’tur. TA straszna prawda spowodowała u niego załamanie
psychiczne. Przez ponad rok nie ruszał się z Kalevali odwiedzając kantyny, w których trwonił
swoje oszczędności pijąc koreliańską whiskey.
Z marazmu wyrwało go przypadkowe spotkanie. Pewnej nocy w jednej z wielu kantyn,
które zwykł odwiedzać, pojawiła się Mandalorianka z dzieckiem. Na oko może sześcioletnim.
Przysłuchując się jej rozmowie z barmanem zrozumiał, że kobieta wyszukuje mandaloriańskie
dzieci, które udało się wysłać z planety przed zagładą. Następnie stara się oddać je rodzicom.
Szczęśliwy traf chciał, że Barre był świadkiem, jak właśnie w tej kantynie ojciec odnalazł swoje
dziecko. Otrzeźwienie przyszło szybko.
Na drugi dzień odszukał Mandaloriankę. Okazała się nią być Medda Qval, pochodząca z
Kalevali, nie mająca swojego klanu. Barre zaproponował, że będzie jej pomagał w trudnym
zadaniu odnajdywania mandaloriańskich dzieci. Ta, z początku nieufnie, ale zaakceptowała
jego pomoc.
Obecnie:
Barre Vaar’tur podróżuje wraz z Meddą po Zewnętrznych Rubieżach dalej szukając
zagubionych dzieci. Od kilku lat są małżeństwem, więc klan wreszcie zaczął się rozrastać. Nie
są też zupełnie sami. Części dzieci nie udało się bowiem odnaleźć rodzin, stały się więc one
Znajdami, które adoptowali i przyjęli do klanu. Na dziś dzień klan Vaar’tur liczy zatem już
sześcioro członków. Prócz Barre i Meddy są w nim Frenno, Fylo, Luula i Florro Vaar’tur.
